O Mnie

Z zamiarem stworzenia bloga obudziłam się mniej więcej 5 lat temu, kiedy życie przewróciło mi się do góry nogami i nagle w ciągu miesiąca zmieniło się wszytko. Moja Mamusia, najlepsza przyjaciółka i wspaniała towarzyszka życia źle się poczuła i trafiła do szpitala, straciła władze w lewej części ciała – szereg badań i wyrok – „guz mózgu”.

Lekarz bez większych skrupułów oświadczył mi i Tacie, że mamy sobie załatwić jakieś leczenie na onkologii, bo z tak umiejscowionym guzem nie da się nic zrobić i Mama będzie żyła mniej więcej 3 miesiące.

Po tym jak się otrzepałam z tych wieści zaczęłam szukać pomocy – najpierw oczywiście wśród lekarzy. Zaczęła się walka o każdy kolejny dzień. Powiedziałam sobie, że tak łatwo się nie poddam i Mamcia będzie żyła długo i szczęśliwie. Na początek była intensywna rehabilitacja, która szybko Ją postawiła na nogi. Kolejnym krokiem było podjęcie leczenia na onkologii i znalezienie sensownego lekarza, który poza statystykami będzie potrafił pomóc w każdy sposób – nawet ten niekonwencjonalny. Udało się! Jeden z lekarzy poradził nam zmianę diety w taki sposób aby zwiększyć siły obronne organizmu przed rakiem.

No i się zaczęło… Ja kompletnie zielona w temacie „zdrowego żywienia” codziennie przeszukiwałam internet w szerz i wzdłuż, żeby się dowiedzieć co w diecie nam sprzyja, a co szkodzi. Lekarz oznajmił tylko, że to ma być głównie dieta roślinna z wyłączeniem produktów pszenicznych, wysoko przetworzonych, a mięso może występować tylko raz w tygodniu. Pomyślałam sobie, że to proste. Ale później, dotarło do mnie, że skończyła się era kanapek na śniadanie i kolacje i polskiego obiadu na obiad. Trzeba zacząć produkować pasty ze słonecznika, jeść tofu, hummus, a chleb (jeśli w ogóle) to bez drożdży i z mąki gryczanej.  Skąd w ogóle takie produkty wytrzasnąć? Zakasałam rękawy i przesiadywałam godzinami w kuchni, żeby wyczarować zdrowe posiłki i wyłam do księżyca, bo nie wiedziałam kompletnie nic o tych produktach – jak je połączyć, żeby były, choć trochę zjadliwe.

I tak mijały długie miesiące, aż w końcu się nauczyłam.

I wtedy właśnie w życiu mojej całej rodziny nadszedł  czas by jeść to co nam naprawdę służy. Zmieniły się dotychczasowe przyzwyczajenia. Zakupy stały się trochę dłuższe (ale bardziej efektywne),  tak aby móc wczytać się we wszystkie etykiety produktów poszukując tych naturalnych, bez ulepszaczy i „poprawiaczy”. Po wielu długich miesiącach nauczyłam się gotować zdrowo i naprawdę smacznie. Początki były momentami ohydne i lądowały w koszu, ale  teraz już mam czym się pochwalić i co pokazać .

Teraz po wielu namowach znajomych, rodziny i przyjaciół powstał ten blog. Będę się z Wami dzielić przepisami z diety wegetariańskiej (czasem nawet wegańskiej), bez pszenicy, z ograniczeniem glutenu, cukru i nabiału. Będzie to dieta w której królują kasze (jaglana, gryczana, jęczmienna, quinoa, amarantus i wiele innych), warzywa i owoce, ziarna, rośliny strączkowe, orzechy, zdrowe oleje (kokosowy, oliwa z oliwek, rzepakowy i ryżowy), produkty sojowe i kilka innych – określanych mianem „superfood” :)

Zgodnie z zasadą „jesteś tym co jesz” pamiętajcie, że chorujecie też głównie przez to, czego nie jecie lub to co jecie… ZdrowieToMit. To Wy decydujecie o własnym zdrowiu.
Życzę Wam miłej lektury, smacznego i dużo zdrowia!!!!
Ja :)
Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.